niedziela, 11 września 2016

Rozdział XXVI

Zayn westchnął i zamieszał łyżeczką kawę. Podmuchał kilka razy i upił łyk. Zerknął na zegarek, który miał na nadgarstku. Było kilka minut po siedemnastej. Siedział z Jesy w swoim biurze. Szatynka chodziła w kółko po pokoju. 
- Louis, Leigh-Anne, Harry, Liam, Eleanor, Niall, ja i ty. Czy kogoś pominęłam?
- Zależy o czym mówisz Jesy - mruknął Malik. 
- O zdjęciach. Czy ktoś jest jeszcze na tych fotografiach oprócz osób, które wymieniłam?
Mulat stęknął i przetarł twarz dłońmi. Był tak cholernie zmęczony. 
- Perrie. Nie wymieniłaś Perrie. 
Kobieta przytaknęła. Podeszła do wielkiej białej tablicy. Sięgnęła po czarny marker i w słupku po lewej stronie zapisała każdego po kolei. Po prawej postawiła znak zapytania i podpisała "PORYWACZ". Odeszła kilka kroków, by przyjrzeć się swoim zapiskom. Z usatysfakcjonowaniem przytaknęła głową i podeszła do bruneta. Zgarnęła wszystkie siedem zdjęć z jego biurka i magnesami poprzyczepiała je do imion poszczególnych osób. 
- Ktoś został w mieście?
- Tylko ja i ty. Harry pojechał z Beth do Bradford, Perrie koncertuje po drugiej stronie kraju, Liam, Eleanor i Niall pojechali do rodzin. 
Nelson ponownie podeszła do mężczyzny i przysiadła na krawędzi blatu. Zaczęła stukać nerwowo pisakiem. 
- Dwie osoby już zostały porwane - stwierdził głośno detektyw. 
- Trzy, jeśli wliczamy w to Boyle'a. Raczej małe prawdopodobieństwo, że jego zniknięcie jest przypadkowe. 
- Cenna uwaga. 
Zayn wstał ciężko ze swojego miejsca i podszedł do tablicy. Złapał w dłoń czerwony marker i kółkiem zaznaczył Tomlinsona i Pinnock. 
- Podstawowe pytanie to - kim jest nasz porywacz?
- Zna podstawowe informacje o ofiarach. W domu Louisa nie było śladów włamania, więc albo drzwi były otwarte albo on sam go wpuścił. 
- Po co miałby go wpuszczać?
- Mógł podać się za każdego - policjanta, domokrążce. 
Mulat przygryzł wewnętrzną część policzka intensywnie myśląc. 
- A co jeżeli - zaczął głośno - Tomlinson znał porywacza. 
- Okej, a co wtedy z panią Podkomisarz? Czy jest możliwe, żeby obydwoje znali tę samą osobę. 
Brunet przeklął. 
- Sprawdziliśmy ich przyjaciół i znajomych. Brak powiązań. A co jeżeli to Louis podał informacje przestępcy?
- Zgrzyt. Louis i Leigh-Anne się nie znali. 
- Racja. 
Szatynka odczepiła zdjęcia z dwójką porwanych i przyjrzała im się uważnie. 
- Które zaginęło najpierw?
- Louis. Jakie to ma znaczenie?
- Z jakiegoś dziwnego powodu porywacz wybiera osoby pośrednie. Zakładamy, że głównie chodzi mu o ciebie. Dlaczego nie wybrał mnie, Perrie lub Harry'ego?
- Jess, dalej nie rozumiem do czego zmierzasz.
- Dlaczego wybiera osoby, które nie są ci do końca bliskie? - krzyknęła wręcz kobieta, szybko podnosząc się na równe nogi i podchodząc do tablicy. - Porywacz nie mógł mieć pewności, że zainteresujesz się ich porwaniami. Jest ryzykantem, szczęściarzem czy po prostu jest niespełna rozumu?
Mulat cmoknął i podszedł do przyjaciółki. Było późno. Ciężko mu się myślało po nieprzespanej nocy, ale Nelson miała sporo racji w tym co mówiła. 
- Gdyby był głupi już dawno byśmy go ujęli, a z kolei trzy udane porwania to trochę za dużo szczęścia, nie uważasz?
- Chyba, że to kolejny Irlandczyk - zaśmiała się Jesy, lecz po chwili spoważniała - Ta osoba wiele zaryzykowała. Wręcz za dużo..
- Podoba mi się twoja determinacja i fakt, że jeszcze znajdujesz w sobie na to energię, ale proszę uszanuj to, że mam już swoje lata i nie nadążam - zażartował Malik. 
Szatynka przewróciła oczami. 
- Dobrze staruszku postaram się zwolnić tempo. Nasz pan 'X' ryzykuje wydaniem samego siebie wybierając trzy ofiary, a przynajmniej my tak myślimy. 
- Co ma znaczyć "my tak myślimy"?
- Pierwszą ofiarą był Boyle, który był bezpośrednim haczykiem na Leigh-Anne. Myślisz, że ich małżeństwo było udane?
- Jeżeli chcesz zasugerować, że Boyle ją zdradzał i udając zaginionego zabił ją, to niestety muszę cię powstrzymać. Pamiętaj, że w sprawę zamieszany jest jeszcze Tomlinson. 
- Może widział jakąś ich kłótnię?
- A jaki to ma związek ze mną?
- Jak to jaki! Przecież byłeś jej kochankiem! Dowiedział się i stąd to wszystko. 
- Chyba jednak za szybko cię pochwaliłem. 
- No zgoda teoria dosyć szalona. Ale to by wyjaśniało dlaczego nie ma go na żadnym ze zdjęć. 
Zapadła głucha cisza. Tykanie zegara boleśnie wwiercało się w czaszki dwojga detektywów, próbujący z uporem maniaka, wyjaśnić tę sprawę. Malik nerwowo zerknął na wskazówki. Minęło półtorej godziny. Ukradkiem odblokował swój telefon - brak nieodebranych połączeń. Miał za to jednego nieprzeczytanego sms'a od nieznanego mu numeru. "Pewno operator" - pomyślał i schował urządzenie do kieszeni. Spojrzał na szatynkę. Ta przypatrywała się zdjęciom, starając się dostrzec cokolwiek co mogli przeoczyć, a co rzuciło by nowe światło na sprawę. Zastanawiał się czy teoria Jesy mogłaby być prawdziwa. Chciał już zakończyć to wszystko. Zamknąć sprawcę, odebrać Harry'ego i wyjechać na długie wakacje podczas, których mógłby wreszcie odpocząć. Nelson fuknęła sfrustrowana i znów zaczęła wędrówkę po pokoju. 
- Wszystko sprowadza się do zdjęć - jęknęła - a jedynym stałym elementem jesteś ty. 
- Jedynym stałym elementem jestem ja - powtórzył za nią mulat - jedynym stałym elementem jest... - przerwał i zrobił wielkie oczy. 
Podbiegł do tablicy, odczepił fotografie tak gwałtownie, że niektóre magnesy spadły na podłogę i rzucił fotki na biurko. 
- Mogę wiedzieć co ty do cholery wyprawiasz? - krzyknęła kobieta, masując sobie skronie. 
- Jestem stałym elementem na każdej odbitce. A co jeśli w każdym z tych siedmiu zdjęć jest jeszcze jeden stały element?
Jesy pisnęła i podeszła do blatu. Stali tak przed chwilę, bawiąc się w znajdź podobieństwa. Wodzili palcem po śliskim papierze. Bezskutecznie. Ich radość i nowa nadzieja wygasała z każdą kolejną minutą. Podskoczyli kiedy nagle rozległo się pukanie do drzwi. 
- Wejść - wrzasnął mężczyzna. 
Do środka dumnie wkroczyła Samantha. Na jej ramionach luźno trzymał się kremowy płaszczyk. 
- Przyszłam tylko powiedzieć, że już się zbieram. Sprzątaczki będą za około pół godziny.
- To pa Sammy - odpowiedzieli chórem. 
Rudowłosa posłała w ich kierunku pokrzepiający uśmiech. Jej wzrok przez chwilę zawisł nad zdjęciem z Harry'm, po czym przejrzał wszystkie po kolei.
- Dużo zamawiałeś z PollyCrips widzę. 
- Słucham? - Malik odwrócił się w jej stronę ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy. 
- PollyCrips taki sklep z "gazetki". Nie znasz go?
- Nigdy tam nic nie zamawiałem, skąd ci to w ogóle przyszło do głowy?
- Wybacz, ale na każdym zdjęciu jest ich furgonetka, więc pomyślałam...
- Powiedziałaś, że na każdym zdjęciu? - Nelson ożywiła się i wtrąciła do rozmowy - Możesz mi ją pokazać?
Recepcjonistka bez najmniejszego problemu zlokalizowała pojazd. 
- Dlaczego raz furgonetka jest czerwona, potem zielona i kolejne kilka razy niebieska. 
- Jeśli dobrze pamiętam to kolor zależy od tego co zamawiasz. Zielony to rzeczy do ogrodu, niebieski - elektronika. Jeżeli chcesz coś zamówić to już za późno. Firma zakończyła swoją działalność na terenie Zjednoczonego Królestwa. 
Przyjaciele podziękowali za pomoc i pożegnali się z koleżanką z pracy. Szatynka rzuciła się do laptopa, szukając magazynów należących do tej firmy. Zayn przysiadł koło niej. Wyjął z kieszeni telefon i sprawdził wcześniejszą wiadomość. Prawie zemdlał, upuszczając tym samym urządzenie, kiedy na ekranie pojawiło się zdjęcie, ukazujących jego przyjaciół, syna i siostrę związanych i zakneblowanych oraz krótka wiadomość: "Widzę was".




_________________________________________________________________________________
Poprzednia wersja tego rozdziału chyba bardziej przypadła mi do gustu, ale cóż nie można mieć wszystkiego!
Te rozdziały wręcz wysysają całą moją życiową energię i żeby nie skłamać, cieszę się że to już powoli koniec. 
Jeszcze tylko jeden rozdział i epilog....
Jesteście na to gotowi psychicznie? Bo ja chyba nie...
Do zobaczenia :>